Zapachowy przewodnik po życiu + KONKURS - Dom na obcasach

Sami nie zdajemy sobie sprawy, jak ważną rolę w naszym życiu odgrywają zapachy. Towarzyszą nam od urodzenia, przywołują wspomnienia, pozwalają wrócić nam do pięknych, radosnych chwil. Dzięki marce Coccolino, która zainspirowała mnie do baczniejszego przyjrzenia się roli i znaczeniu zapachów w życiu, przygotowałam dzisiejszy wpis. Coccolino Intense to nowy produkt marki Coccolino, który mocą intensywnych i cudownych aromatów uprzyjemni każdy dzień i każdą chwilę. Zauroczona pięknem zapachów – podążając za nimi – wróciłam do moich dziecięcych dni i przypomniałam sobie beztroskie chwile mojego życia.Tak właśnie powstał mój zapachowy przewodnik po życiu, na który Was dzisiaj zapraszam.

Zapachowy przewodnik po życiu + KONKURS

Dlaczego warto wyrobić w sobie uważność na zapachy?

Nim jeszcze przejdę do kilku moich wspomnień z dzieciństwa, w których to zapach odgrywał szczególną rolę, chciałabym zwrócić Waszą uwagę na jedną rzecz, a mianowicie na to, że warto wyrobić w sobie uważność na zapachy.

Podobnie jak większość ludzi, nigdy nie zastanawiałam się nad mocą zapachu. Owszem był on dla mnie ważny, bo uwielbiam piękne aromaty, ale nigdy nie myślałam o zapachu, jako o czymś co przywołuje wspomnienia, co sprawia przyjemność i pomaga zapamiętać piękne chwile. Moje spojrzenie na zapach odmieniła marka Coccolino, która zaprosiła mnie do udziału w akcji odkrywania mocy zapachu. Otrzymana od Coccolino przesyłka, która zawierała produkty z nowej linii Coccolino Intense – tak cudnie pachnące – uświadomiła mi, że w dużej mierze to my decydujemy o tym, jakie zapachy nas otaczają. Wybór płynu do płukania – którym będzie pachniała pościeli i ubrania, koc – pod którym czytamy książkę, zapach perfum – których użyjemy danego dnia – to nasza decyzja. To te zapachy będą się nam później kojarzyły z przyjemnymi albo ważnymi dla nas  monetami, sytuacjami, które za parę lat będą wywoływały uśmiech na twarzy i sprawią, że zrobi się nam cieplej na sercu.

zapachowy przewodnik po życiu

Zapachowy przewodnik po życiu – dzieciństwo

Lato, słońce, ogród, świeżo rozwieszone pranie i my biegający pomiędzy sznurkami. Pamiętam cudowny i intensywny zapach płynu do płukania, powiewające na wietrze ubrania, poszewki i prześcieradła. Biegając wśród tych świeżo upranych rzeczy, często wtulaliśmy w nie głowy i wdychaliśmy cudowne aromaty. Dla nas była to przednia zabawa, dla mamy niekoniecznie, bo czasami pranie nadawało się do powtórnego włożenia do pralki.

Zapachowy przewodnik po życiu + KONKURS

Wieczorami, gdy rodzice układali nas do snu chętnie przykładaliśmy głowy do pięknie pachnących poduszek i wdychaliśmy zapach płynu do płukania i świeżości letniego wiatru. Wtedy do szczęścia potrzebowałam tylko ukochanego pluszaka – takiego jak miś Coccolino – i mogłam ze spokojem oraz poczuciem bezpieczeństwa iść spać.

Kolejne wspomnienie z dzieciństwa związane z zapachami to zbieranie kwiatów i układanie z nich bukietów. Uwielbiałam te chwile spędzane z siostrą i mamą na wspólnym zaplataniu wianków. I te zapachy polnych kwiatów!

Latem i jesienią mama z babcią przygotowywały przetwory na zimę. Jak zapewne sobie wyobrażacie, w domu pachniało niesamowicie! Koniec czerwca i początek lipca to aromat gotowanych i smażonych truskawek, z kolei wrzesień to zapach powideł śliwkowych, ogórków konserwowych oraz kiszonej kapusty. Jak to wszystko pachniało i smakowało!

Zapachowy przewodnik po życiu + KONKURS

Zimą w domu unosiły się aromaty pieczonego ciasta drożdżowego albo ciasteczek ze skórką pomarańczową. Gdy zbliżało się Boże Narodzenie w domu pachniało przyprawami korzennymi, cynamonem, sernikami, grzybami i pieczonym karpiem. Nie mogę zapomnieć też o zapachu mandarynek i pomarańczy! To moje aromaty z dzieciństwa, do których wracam z sentymentem i co roku podczas Świąt staram się je wszystkie odtworzyć.

Od kiedy tylko nauczyłam się czytać pochłaniałam książkę za książką – jesienią i zimą, gdy za oknem robiło się ciemno, do szczęścia potrzebne było mi niewiele. Kubek z aromatyczną i gorącą herbatą, ukochany pluszak, do którego przytulałam głowę i dobra książka. To akurat zostało mi do dziś! Zapach herbaty z dodatkiem soku z cytryny albo pomarańczy potrafi mnie odprężyć i wprowadzić w błogi spokój.

Zapachowy przewodnik po życiu + KONKURS

Zapachowy przewodnik po życiu – dzień dzisiejszy

Dzisiaj nie biegam już pośród świeżo rozwieszonego prania, ale zapach pościeli, którą codzienne otulam się do snu nadal jest dla mnie bardzo ważny. Zwróciliście uwagę, jak piękne aromaty działają na nasze zmysły. Potrafią poprawić humor, uspokoić, pozwalają się nam zrelaksować. Dlatego tak ważne jest, aby pościel pachniała intensywnie i działała na nas kojąco.

zapachowy przewodnik po życiu

Podobnie sprawa wygląda z ubraniami. Perfumy i dezodoranty to jedno, a zapach świeżości, kwiatów to drugie. Czy nie jest przyjemnie, gdy wyciągając z szafy ukochany sweter pachnie on lasem, łąką, owocami? Ja to uwielbiam!

zapachowy przewodnik po życiu

Zapachy i pory roku

Większość zapachów kojarzy mi się z konkretnymi porami roku. Wiosna to głównie woń kwiatów – przede wszystkim moich ukochanych konwalii. Przyroda budząca się do życia. Radość, świeżość, szczęście.

Aromatem lata są dla mnie pięknie pachnące świeże owoce. Ciepłe promienie słońca i zapach letniego wiatru!

Najpiękniejszy zapach lasu możemy poczuć jesienią. Kolorowe pachnące liście i zapach świeżo zebranych grzybów.

Najbardziej jednak ze wszystkich zapachów pór roku kocham aromaty zimy. Cynamon, wanilia, mandarynka, pomarańcza, ciasto drożdżowe, piernik. Jak dobrze, że zima już niedługo!

zapachowy przewodnik po życiu

Zapachowy przewodnik po życiu – KONKURS

Do odkrywania mocy zapachu w życiu zainspirowała mnie marka Coccolino. Pamiętacie tę markę i misia? Teraz możecie wygrać produkty Coccolino Intense oraz cudownego misia Coccolino w moim konkursie.

Zapraszam Was do zabawy, jej zasady są bardzo proste, a do wygrania super nagrody, w tym płyny Coccolino Intense, które naprawdę warto wypróbować.

1. Konkurs prowadzony jest na blogu. Odpowiedzi na pytanie konkursowe proszę umieszczać pod tym wpisem.
2. Konkurs odbywa się w dniach 19-29.11.2017.
3. Nagrodami w konkursie są 3 zestawy płynów do płukania tkanin Coccolino Intense oraz mały miś Coccolino(wysokość misia to około 20cm) – ufundowane przez markę Coccolino. Nagrody wysyłane są tylko na terenie Polski.
4. Zadanie konkursowe.

Jaką rolę w Waszym życiu odgrywa zapach? Podzielcie się najpiękniejszym wspomnieniem, które przywołują w Was określone zapachy.

5. Spośród wszystkich odpowiedzi wybiorę trzy, których autorzy otrzymają nagrody.
6. O wynikach konkursu poinformuję Was w podsumowaniu listopada, które ukaże się na blogu na początku grudnia(pomiędzy 1, a 7).

Zachęcam Was do wzięcia udziału w zabawie i życzę powodzenia!

  • Pomyślę jak to ugryźć i jak przyjdzie mi coś do głowy to bardzo chętnie wezmę udział 🙂

  • W moim przypadku z takimi “chemicznymi” zapachami (chodzi o płyny itp) jest tak, ze wiele jest dla mnie zbyt intensywna i po prostu mi śmierdzi aż głowa boli np. taki Pur z olejkiem arganowym ;/ Ale takie naturalne zapachy… ciasto drożdżowe, zapach prania, mandarynki, zapach szarlotki to zupełnie co innego 🙂 Z drugiej strony ostatnio kupiłam mydło poziomkowe w Lidlu i mimo iż pachnie intensywnie (wchodzisz do łazienki i od razu je czuć) to bardzo ładnie…. mama powiedziała, że by się je zjadło xD

    Twój wpis czyta się cudownie… jak jakąś bajkę, opowieść 🙂
    Pomyślę o konkursie 🙂

  • Moje zapachy dzieciństwa nie nadają się do płynu, wakacje na wsi. Z tych przyjemnych to zdecydowanie ciasto drożdżowe. Bułki nadziewane serem i jabłkami, z czego te drugiej zawsze kończyły się szybciej. Zapachy dzieciństwa, które zostały do dzisiaj to świeżo wędzona kiełbasa. Teraz kojarzy się głównie ze świętami, bo nie koniecznie chce się częściej bawić w produkcję. Od kiedy pamiętam, zapach zupy rybnej jest zwiastunem świąt.

    Rozmarzyłam się nad tymi zapachami. A myślałam, że nie uda mi się napisać nic o roli zapachu.

    • Super, pieczona ryba to dla mnie też zapach Świąt, do tego ciasto drożdżowe i piernik 🙂
      Zapach domowej wędzonej kiełbasy poznałam dopiero niedawno, ale jest zachwycający 🙂

  • Małgorzata

    Lubię zapach pieczonych ciast i przypraw. Pamiętam czasy dzieciństwa, gdy nic nie było w sklepach. W nagrodę za chodzenie w zimie na roraty, otrzymałam nagrodę od siostry zakonnej. Była to paczuszka ze słodyczami made in France. Zanim otworzyłam, każde opakowanie wąchałam i wąchałam. Pachniało ”zachodem”, czyli czymś co wydawało się odległe i bogate. Może wydawać się to śmieszne, ale do tej pory pamiętam ten zapach.

    • Wcale nie jest śmieszne 🙂 Bardzo miłe wspomnienie z dzieciństwa 🙂

  • Ewa Konsek

    Uwiebiam zapach świeżo skoszonej twarzy… wiem, nie jestem oryginalna, ale sama chyba przyznasz,że to nieziemski zaach 😀 Uwiebiam aromat kawy z cynamonem i pomarańćzy… Od razu na myśl przywodzą m świąteczny czas, który już niebawem… A i jeszcze anyż! Nie rozumiem skąd tylu ludzi, którzy nie znoszą tego zapachu 😀

  • Koniecznie musimy kupić bo obecny płyn do prania i płukania ma słaby, mało przyjemny, lawendowy zapach. Misio uroczy ^^

  • natalia20041989 .

    Pamiętam reklamę coccolino☺☺

  • Mam taki jeden zapach! Zapach pierników, kojarzy mi się z dzieciństwem. Pamiętam jak mama robiła ich bardzo dużo (5 dzieci) i były one schowane w takim starym fioletowym wiaderku z przykrywką w dużej szafie. Byłam mała więc z łatwością sie w niej chowałam 🙂

  • Zapach Cocolino kojarzy mi się z dzieciństwem. Te reklamy cocolino 🙂

  • Miś Coccolino i ten pomarańczowy płyn to moje dzieciństwo!

  • Aleksandra Strzelecka

    Zapachy!!! To jest to! Bardzo zwracam uwagę na zapachy. Wszędzie!! bywa, że wychodzę ze sklepu, który by celem mojego wyjścia z domu, w którym to sklepie miałam nabyć coś bardzo istotnego, a powód- zapach….
    Zapach zawsze był ważny, tak mam.
    Może zaczęło się to wtedy, gdy dostałam prezent , od Babuni. Skromny, maleńki prezent, wykonany przez Babunię własnoręcznie. Pachniał malinami. W ogrodzie rosło chyba tysiąc tych krzewów. Najtrudniejszą sztuką było zrobić doskonałą konfiturę , z malin. Babcia nauczyła mnie tego. Dzisiejsze przepisy i poradniki – nie . Malinami pachniała pościel u babci. Ja przechowałam wszystko, co mogłam, aby zachować tę część dzieciństwa . W moim domu mam , bardzo, bardzo delikatny zapach malin. To jest zapach , który uzyskuję z naturalnych części roślin. Tak , jak Babcia.

  • Megly

    Ja bardzo lubię Cocolino.
    Właśnie mi się skończyło.
    Super! Muszę koniecznie wypróbować to Intense 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  • Julianna Bednarczuk

    Zapachy otaczają mnie wszędzie, o każdej porze roku. Jest jednak pewien zapach, który daje mi poczucie bezpieczeństwa, spokoju. To Zapach domowego chleba. Jest wyjątkowy, znany nam od dziecka,
    utrwalony w pamięci i rozpoznawalny wśród wszystkich innych zapachów
    świata. Osobiście ten zapach mam zakodowany w pamięci jako zapach
    bezpieczeństwa, zapach szczęścia, beztroski. Zapach, który jest jedyny i
    niepowtarzalny, zapach domu, rodzinnego ciepła.

    Właśnie taki zapach wypełnia mój dom za każdym razem, gdy w piekarniku ląduje wyrośnięty dorodny bochen chleba. Ten zapach przenika przez skórę,
    roztaczając od wewnątrz uczucie bezgranicznego szczęścia i poczucie, że
    wszystko się uda!

  • Bardzo fajny wpis i ciekawe refleksje na temat zapachów z dzieciństwa, a zdjęcie z pomarańczami piękne! 🙂
    PS. Znam i kiedyś używałam coccolino (niestety ze względu na alergika w domu przeszłam na produkty eko bezzapachowe). Życzę wszystkim super wygranych! 🙂

  • Jaki przepiękny wpis! Obudziłaś we mnie wspomnienia dzieciństwa i nie mogłam przestać się uśmiechać, czytając o tych wszystkich zapachach, o bieganiu pomiędzy rozwieszonym praniem (też to robiłam) i… aż zaczęłam się zastanawiać jakie są moje związane z zapachami wspomnienia. Dla mnie mają one magiczną moc przenoszenia mnie w czasie do dawnych, szczęśliwych dni.

    To najpiękniejsze z moich wspomnień to zapach wiosny na wsi jakieś piętnaście lat temu. Po powrocie ze szkoły z miejsca przebierało się w stare, najwygodniejsze ubrania, a potem uciekało na dwór. Wieczory były jasne, powietrze nadal rześkie, ale z ledwo wyczuwalną już nutą ciepła. Jeśli się wciągnęło powietrze do płuc bardzo mocno – a zawsze tak wtedy robiłam – można było poczuć aromat dopiero tworzących się pączków i młodej gładkiej kory. Uwielbiałam skakać po czarnej wilgotnej ziemi, po odsłoniętych po zimie grudach i kopcach, które pod uderzeniami brudnych adidasów wzbijały w powietrze nieziemski aromat. Uwielbiałam chłodny zapach nadciągający od pobliskiej rzeki – woń zmurszałych gałęzi i kiełkujących wodnych roślin. Kiedy w niemal całkowitych już ciemnościach wracałam do domu, często witało mnie skrzypienie starego wałka do ciasta, zapach herbaty z cytryną i więdnących w misce zimowych jabłek. Lubiłam siadać w smudze żółtego światła na podłodze i patrzeć, jak kruche ciasto rośnie w piekarniku, otulając cały dom swym ciepłym, maślanym zapachem. Dzisiaj też wiosną oddycham pełniej, próbując uchwycić choć cień tamtego zapachu i piekę szarlotkę zawsze, gdy chcę poczuć się jak w domu.

  • Pati

    Ładna bluzeczka w dmuchawce!

  • Wiola

    Ja tez uwoelbiam pieknie pachnace pranie i do dzis uzywam plynow Cocolino. A ze jestem wrecz maniaczka pachnacego prania to w pralce laduje kapsulka do prania, Lenor, Unstoppables no i oczywiscie plyn do plukania. Wszyscy mowia ze przesadzam ale ja sie tym nie przejmuje☺. A jesli chodzi o wspomnienia zapachowe z dziecinstwa to najbardziej uwielbialam ZAPACH BABCI I DZIADZIA. Juz tlumacze o co chodzi: kiedy bylismy mali i przyjezdzalismy do dziadkow to na balkonie zawsze wietrzyla sie posciel (przez caly dzien i to o karzdej porze roku). Kiedy przychodzil wieczor dziadziu zawsze wnosil posciel do domu i gdy tylko babcia nie widziala to rozkladal nam ta posciel na podlodze a my wszyscy tazalismy sie w niej. Ta posciel tak cudnie pachniala plynem, wiatrem, sloncem czyli poprostu BABCIA I DZIADZIEM tak to jako dziecko okreslalam. Tesknie za tym ale ciesze sie ze dane bylo mi to przezyc.

  • Coccolino <3 Uwielbiam tego Miśka, jest taki mięciutki… no i zawsze o takim marzyłam :))

  • Nie umiem pięknie pisać ale co tam,.. spróbuję…Już jako mała dziewczynka poznałam jak wielką moc ma zapach. Urodziłam się na Mazurach i tam też spędziłam pierwsze lata swojego życia. Dom dziadków przepełniony był miłością i feerią zapachów,za którymi tak bardzo tęsknie.Rodzicie przeprowadzili się na Śląsk,śmierdzący i brudny.Dymiące kominy fabryk, dwie kopalnie i wielka hałda nieopodal naszego domu,przytłoczyły tak bardzo pięcioletnia dziewczynkę,że zapadła na ciężka chorobę.Szpitalne sale, śmierdzące lizolem na długo zostaną w mojej pamięci jako koszmar dzieciństwa. Na szczęście wyzdrowiałam, i mogłam każde wakacje spędzać z dziadkami-dwa najpiękniejsze miesiące w roku.Chociaż do dziadków jechało się wówczas 16 godzin,to dzielnie znosiłam te podróże, bo wiedziałam,że gdy tylko wyjdę z pociągu otoczy mnie orzeźwiający zapach jeziora.To specyficzny zapach, gdyż tylko wczesnym porankiem tak pachnie jezioro.Podobnie pachniał dziadek gdy wracał z nocnego połowu ryb.Z pociągu pomimo zmęczenia,biegłam ile sił w nogach by przywitać się z babcią.Raz,dwa,trzy schody i już byłam pod drzwiami.Te schody-jak one pachniały.Stare, drewniane, które babcia co tydzień szorowała szczotką ryżową. Wystarczyło wspomnienie a zapach, gdzieś tam zakodowany w mózgu nagle się uaktywnił. 🙂 to zapach mokrych desek. Kuchnia moich dziadków to zapachy mleka,ciasta drożdżowego z górą kruszonki i owoców oraz aromaty wielu ziół. Babcia była zielarką, a jej włosy pachniały pokrzywą i kwiatem lipy. Nie mam pojęcia dlaczego lipą, może dlatego,że rosła obok w ogrodzie. Niedaleko domu dziadków stał młyn.Czasami przystawałam tam na chwilę by poobserwować pracujące maszyny Gdy po latach wróciłam w to miejsce po młynie nie było już śladu. Stojąc tam poczułam kojący zapach mielonej mąki i nagle jak w kalejdoskopie zaczęły wracać obrazy z dzieciństwa.Obrazy przepełnione miłością i aromatem nieskażonej przyrody. Wiele bym dała by znów poczuć zapach czystej łąki o poranku, gdy razem z babcią wyruszałyśmy na zbiór świeżych ziół. Miałam nawet specjalny kosz, pachnący wikliną a wypleciony przez dziadka. Zbierałam kwiaty rumianku, mniszka, podbiału, kwiaty dziewanny, bławatka, jasnoty białej, krwawnika, kwiaty dzikiej róży,skrzyp polny, koniczynę…długo mogła bym tak wymieniać. Po przebraniu zioła suszyły się na ganku. Najpiękniej pachniały wieczorem, gdy słońce chyliło się ku zachodowi.Babcia mawiała,że zioła oddają wówczas ciepło a wraz z nim najmocniejszy aromat. Siadaliśmy w trójkę na ganeczku. Dziadek zapalał swoją fajkę a my z babcią wpatrzone w zachodzące nad jeziorem,czerwono-pomarańczowe słońce, rozkoszowałyśmy się zapachem suszących się ziół. To najbardziej pachnące wspomnienia i gdy mam zły dzień idę na łąkę pod lasem. Siadam na trawie, zamykam oczy a zapach przenosi mnie do domu dziadków, w bezpieczne ramiona babci.

  • Agnieszko ,wczoraj wieczorem dodałam komentarz konkursowy a dziś go nie widzę,

  • Nie umiem pięknie pisać ale chcę się podzielić moimi zapachowymi wspomnieniami. Już jako mała dziewczynka poznałam jak wielką moc ma zapach. Urodziłam się na Mazurach i tam też spędziłam pierwsze lata swojego życia. Dom dziadków przepełniony był miłością i feerią zapachów,za którymi tak bardzo tęsknie.Rodzicie przeprowadzili się na Śląsk,śmierdzący i brudny.Dymiące kominy fabryk, dwie kopalnie i wielka hałda nieopodal naszego domu,przytłoczyły tak bardzo pięcioletnia dziewczynkę,że zapadła na ciężka chorobę.Szpitalne sale, śmierdzące lizolem na długo zostaną w mojej pamięci jako koszmar dzieciństwa. Na szczęście wyzdrowiałam, i mogłam każde wakacje spędzać z dziadkami-dwa najpiękniejsze miesiące w roku.Chociaż do dziadków jechało się wówczas 16 godzin,to dzielnie znosiłam te podróże, bo wiedziałam,że gdy tylko wyjdę z pociągu otoczy mnie orzeźwiający zapach jeziora.To specyficzny zapach, gdyż tylko wczesnym porankiem tak pachnie jezioro.Podobnie pachniał dziadek gdy wracał z nocnego połowu ryb.Z pociągu pomimo zmęczenia,biegłam ile sił w nogach by przywitać się z babcią.Raz,dwa,trzy schody i już byłam pod drzwiami.Te schody-jak one pachniały.Stare, drewniane, które babcia co tydzień szorowała szczotką ryżową. Wystarczyło wspomnienie a zapach, gdzieś tam zakodowany w mózgu nagle się uaktywnił. 🙂 to zapach mokrych desek. Kuchnia moich dziadków to zapachy mleka,ciasta drożdżowego z górą kruszonki i owoców oraz aromaty wielu ziół. Babcia była zielarką, a jej włosy pachniały pokrzywą i kwiatem lipy. Nie mam pojęcia dlaczego lipą, może dlatego,że rosła obok w ogrodzie. Niedaleko domu dziadków stał młyn.Czasami przystawałam tam na chwilę by poobserwować pracujące maszyny Gdy po latach wróciłam w to miejsce po młynie nie było już śladu. Stojąc tam poczułam kojący zapach mielonej mąki i nagle jak w kalejdoskopie zaczęły wracać obrazy z dzieciństwa.Obrazy przepełnione miłością i aromatem nieskażonej przyrody. Wiele bym dała by znów poczuć zapach czystej łąki o poranku, gdy razem z babcią wyruszałyśmy na zbiór świeżych ziół. Miałam nawet specjalny kosz, pachnący wikliną a wypleciony przez dziadka. Zbierałam kwiaty rumianku, mniszka, podbiału, kwiaty dziewanny, bławatka, jasnoty białej, krwawnika, kwiaty dzikiej róży,skrzyp polny, koniczynę…długo mogła bym tak wymieniać. Po przebraniu zioła suszyły się na ganku. Najpiękniej pachniały wieczorem, gdy słońce chyliło się ku zachodowi.Babcia mawiała,że zioła oddają wówczas ciepło a wraz z nim najmocniejszy aromat. Siadaliśmy w trójkę na ganeczku. Dziadek zapalał swoją fajkę a my z babcią wpatrzone w zachodzące nad jeziorem,czerwono-pomarańczowe słońce, rozkoszowałyśmy się zapachem suszących się ziół. To najbardziej pachnące wspomnienia i gdy mam zły dzień idę na łąkę pod lasem. Siadam na trawie, zamykam oczy a zapach przenosi mnie do domu dziadków, w bezpieczne ramiona babci.

  • Agnieszka Cz.

    Najpiękniej na całym świecie pachną ŚWIĘTA…

    Najpiękniejsze wspomnienia są przechowywane w mózgu na poziomie zapachów..

    Dzieciństwo…

    W Wigilię budzę się w cudnie pachnącej, świeżo wykrochmalonej pościeli. Przeciągam się i leniwie otwieram okno, żeby wpuścić powiew wiejskiego, świeżego powietrza. A firanki taaak pachną świeżym praniem. Poranek na wsi to też zapach świeżo zaparzonej kawy i żywej choinki, którą tata corocznie przywozi z zaprzyjaźnionej szkółki. A potem kolejny „świąteczny”
    zapach … zapach krów. Pomagam moim rodzicom w udoju cudownych (aczkolwiek niekoniecznie najcudowniej pachnących) krów rasy holsztyńsko – fryzyjskiej, by cała rodzinka szybko mogła zasiąść do kolacji wigilijnej. Kończąc udój zabieram kopiastą garść pachnącego sianka, żeby włożyć pod obrus. A przed wieczerzą to już przeważają najróżniejsze zapachy kulinarne, ich mieszkanka tworzy istną ucztę dla zmysłów wygłodniałych całodziennym postem – karp smażony, kapusta wigilijna z dużą ilością aromatycznych grzybów, czerwony barszcz na zakwasie, mandarynki i pomarańcze, pierniczki… c-u-d-o-w-n-a mieszanka. Ja też pachnę, teraz już nie krowami, ale po prysznicu – moimi ulubionymi perfumami: Miracle Lancome’a…

    A tak bardziej współcześnie: rok temu Święta pachniały mi imbirem – tylko on pomagał mi na męczącą zgagę ciążową. A w tym roku, no cóż, myślę, że Święta będą mi pachnieć pieluszkami i gotowaną marchewką, którą uwielbia mój Staś…

  • oj tak, zapachy mogą zmienić nasz nastrój 🙂